"FRYDERYK
CHOPIN WIELKOPOLANINEM ?" Odpowiedzi na to pytanie udzieli nam pan dr
MAREK REZLER podczas OSTATNIEGO przed wakacjami wykładu w naszym cyklu
"Historia po lekcjach".
Będzie, jak mówi M.Rezler, "trochę na luzie" :) muzyka, slajdy i mnóstwo ciekawych informacji z życia Wielkiego Kompozytora.
ZAPRASZAMY do GRAMOFONU w środę 8 maja, godz. UWAGA ! 17.00!!
poniedziałek, 6 maja 2013
sobota, 27 kwietnia 2013
W OBRONIE WIARY I POLSKIEJ TOŻSAMOŚCI
Zbliżamy się do końca naszego cyklu "Historia po lekcjach". Przed wakacyjną przerwą zapraszamy jeszcze 8 maja na spotkanie z dr MARKIEM REZLEREM, który opowie nam co łączyło Fryderyka Chopina z Wielkopolską:) Poniżej przedstawiamy obszerną relację z ostatniego wykładu STANISŁAWA KOWALSKIEGO. Bardzo dziękujemy Pani GRAŻYNIE GATNER za obecność na naszym spotkaniu i poniższy tekst!
17 kwietnia 2013 r. w PUB-ie „Gramofon” w Kępnie można było wysłuchać i wziąć udział w dyskusji na temat „Roli kościoła katolickiego w Kępnie w walce z germanizacją i prześladowaniami w okresie PRL w latach 1945-1989”. Wykład wygłosił Stanisław Kowalski, mieszkaniec Kępna, wieloletni nauczyciel LO im. mjr H. Sucharskiego oraz były dyrektor Gimnazjum nr 2 im. K. K. Baczyńskiego w Kępnie. Spotkanie zorganizowało Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „Solidarni w działaniu” w ramach przedsięwzięcia znanego pod nazwą „Historia po lekcjach”
„Historię po lekcjach" tworzy cykl otwartych wykładów, w których można uczestniczyć od września 2012 r. do maja 2013 r. Celem spotkań jest propagowanie najciekawszych wydarzeń z dziejów naszego regionu. -„Historia jest nauczycielką życia” - co dziś znaczy to powszechnie cytowane zdanie? – pytają na swojej stronie działacze „Solidarnych w działaniu”. Spotkania w kępińskim „Gramofonie” są próbą odpowiedzi na postawione w ten niekonwencjonalny sposób pytanie. Kościół katolicki w Kępnie odegrał ogromną rolę zarówno w walce z germanizacją jak i z władzą totalitarną w latach 1945-1989 – zaznaczył już na wstępie Stanisław Kowalski.
Kościół katolicki w Kępnie w czasach zaborów
Poszczególni proboszczowie i księża swoją patriotyczną postawą dawali przykład, jak przeciwstawić się najpierw naporowi niemieckiemu, później sowieckiemu. Zgromadzeni w „Gramofonie” poznali działania kępińskiej parafii pw. Świętego Marcina na rzecz krzewienia polskości. W czasach zaborów kościół katolicki podejmował wiele działań zmierzających do rozbudzania narodowej dumy i świadomości przynależenia do narodu polskiego. Zachowania takie można było zaobserwować na wielu, często odmiennych, płaszczyznach. Na terenie Kępna działały wówczas polskie organizacje, do których między innymi należały: Bractwo Wstrzemięźliwości (założone przez proboszcza Józefa Webera) i Stowarzyszenie Pań Miłosierdzia Św. Wincentego a`Paulo (inicjatorem był proboszcz Józef Iwaszkiewicz). W 1870 roku do Bractwa należało 1577 katolików, podczas gdy parafia liczyła wówczas 2194 wiernych. Kępińscy księża podejmowali też działania w obronie języka polskiego. W 1874 roku proboszcz Józef Iwaszkiewicz został usunięty z kępińskiego progimnazjum za naukę religii w języku ojczystym, w 1878 roku ks. Walentego Śmigielskiego przetrzymywano w areszcie za opór wobec bezprawnych ustaw majowych. Z kolei ks. Jan Jurek (proboszcz parafii w latach 1888-1901) czynił starania o przywrócenie języka polskiego w nauczaniu religii, w tej sprawie wysłał nawet pismo do Rejencji w Poznaniu – podkreślał w swoim wystąpieniu Stanisław Kowalski. Duże zasługi na rzecz rozwoju parafii i polskości przypisać należy proboszczowi Ignacemu Nowackiemu, postaci wyjątkowej pod każdym względem. –Kiedy obejmował parafię władze kościelne postawiły przed nim trzy zadania: rozbudzenie ducha religijnego, budowę nowego kościoła i ratowanie mowy polskiej – wyjaśniał profesor Kowalski. Z tych zadań kępiński proboszcz wywiązał się całkowicie (1905-1907 r. - powstanie Domu Katolickiego, 1906 r. pobudowanie Groty Matki Boskiej, 15.10.1911 r. – konsekracja nowo wybudowanego kościoła, inicjator wielu stowarzyszeń działających między innymi na rzecz ratowania języka polskiego: Bractwo Świętego Stanisława Kostki, Związek Młodych Polek, Towarzystwo Robotników Katolickich, Towarzystwo Tomasza Zana, Towarzystwo Terminatorów). W 1906 roku - w czasie strajków szkolnych - kępiński proboszcz odczytał list ks. arcybiskupa Floriana Stablewskiego w sprawie nauki religii w języku niemieckim, do którego dodał własny komentarz, mówiąc że: „Prawdy katechetyczne należy dziatwie podawać w języku ojczystym – podkreślał wykładowca.
Kościół katolicki w Kępnie w czasach PRL-u – lata 1945-1989
Historia wykazuje, że kępnianie mają szczęście do proboszczów. Następną wielką postacią, z biografią której można się było zapoznać tego wieczoru, był ks. prałat Marian Magnuszewski. –Władza ludowa w początkowym okresie swoich rządów stwarzała pozory współdziałania z Kościołem katolickim, by przekonać społeczeństwo polskie, że stosuje politykę tolerancji i przestrzegania wobec obywateli prawa do wolności sumienia i wyznania – wprowadzał w drugą część swego wykładu Stanisław Kowalski. Wkrótce aktywność księży w życiu publicznym zaczęła władzy ludowej wyraźnie ciążyć. Podjęto wiele represyjnych kroków wymierzonych przeciwko kościołowi. W takich warunkach przyszło też prowadzić działalność duszpasterską w Kępnie ks. prałatowi Magnuszewskiemu. -4 grudnia 1949 roku w ramach struktur Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kępnie powstaje V Referat, który zajmował się jedynie inwigilacją duchowieństwa katolickiego – kontynuował wykładowca. W tym czasie wchodzi w życie wiele rozporządzeń, np. 9.04 1949 r. starosta kępiński wydaje zakaz wywieszania flagi narodowej w święto Bożego Ciała, 15.03. 1953 r. - przymusowy wyjazd ks. prałata Magnuszewskiego z Kępna, 25.08. 1953 r. przesłuchanie ks. proboszcza w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa i nakaz opuszczenia miasta. Mimo trudnych politycznie warunków 23.03.1947 r. sprowadzono do Kępna zwłoki księdza dziekana Ignacego Nowackiego, we wrześniu 1961 roku w naszym mieście odbyły się uroczystości związane z 50-leciem budowy kościoła parafialnego z udziałem metropolity poznańskiego ks. arcybiskupa. Antoniego Baraniaka, 9 września 1962 roku pielgrzymka na Pólko (udział około 5000 wiernych), 22 kwietnia 1966 roku Kępno nawiedziła kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W uroczystościach brały udział tłumy parafian. -W latach pięćdziesiątych XX wieku do organizacji katolickich działających w naszym mieście (np. Żywy Różaniec, Krucjata Eucharystyczna, chór kościelny, Koło Ministrantów, Parafialny Caritas) należało 3329 osób, co stanowiło około 1/3 parafian. Samo Kępno liczyło wówczas 8101 mieszkańców, z czego 8063 stanowili katolicy - podsumowywał ten okres Stanisław Kowalski. Ksiądz prałat Marian Magnuszewski ma piękny życiorys, który podczas środowego spotkania również został przypomniany. Mówiąc o historii kępińskiej parafii pw. świętego Marcina, nie sposób nie wspomnieć o ks. prałacie Zbigniewie Rapiorze, czyli o latach 1983-1992. Ten okres pamiętali już prawie wszyscy zebrani w PUB-ie „Gramofon”. Czas ten wywołał ożywioną dyskusję. Wspominano: Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej (pierwszy 12-18 listopada 1984 r.), obchody 300-lecia powstania parafii w Kępnie, na które przybył metropolita poznański ks. arcybiskup Jerzy Stroba, 75-lecie istnienia i konsekracji świątyni kępińskiej, stan wojenny i rolę, jaką odegrali w nim kępińscy kapłani. W spotkaniu udział wziął ks. kanonik Krzysztof Nawrocki, który dzielił się wspomnieniami ze swojej posługi kapłańskiej nie tylko w kępińskiej parafii.
-Cieszę się z udziału pana profesora w naszych lekcjach historii – mówiła na zakończenie spotkania Jolanta Jędrecka, prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Solidarni w działaniu”. Pan Stanisław Kowalski wygłosił już u nas wcześniej wykłady na tematy: „Społeczeństwo kępińskie w walce z pruskim zaborcą”, „Życie polityczne w Kępnie w latach 1920-1939”. Dzisiaj jego wystąpienie prawie kończy nasze spotkania realizowane pod hasłem „Historia po lekcjach”. Mówię prawie kończy, bo przed nami ostatni wykład dr M. Rezlera z Poznania, na który zapraszamy 8 maja br. Mam nadzieję, że zgromadzi on entuzjastów dziejów naszego rejonu. Tym razem będziemy próbowali zgłębić problem „Fryderyk Chopin Wielkopolaninem?” Odpowiedź możemy uzyskać, uczestnicząc w majowym wykładzie dr Rezlera.
Scenerię spotkania tworzyły zdjęcia i fotografie obrazujące dzieje parafii pw. św. Marcina. W ten sposób zebrani mogli przypomnieć sobie część wystawy przygotowanej na obchody jubileuszu 100-lecia istnienia najstarszego w Kępnie kościoła katolickiego. Wykład nie tylko chronił fakty historyczne przed zapomnieniem, ale przede wszystkim stworzył okazję do wspomnień i refleksji, z którymi chętnie tego popołudnia dzielono się między sobą. Jeszcze raz okazało się, że wypowiedź „Historia jest nauczycielką życia” ma swoje głębokie uzasadnienie.
17 kwietnia 2013 r. w PUB-ie „Gramofon” w Kępnie można było wysłuchać i wziąć udział w dyskusji na temat „Historię po lekcjach" tworzy cykl otwartych wykładów, w których można uczestniczyć od września 2012 r. do maja 2013 r. Celem spotkań jest propagowanie najciekawszych wydarzeń z dziejów naszego regionu. -„Historia jest nauczycielką życia” - co dziś znaczy to powszechnie cytowane zdanie? – pytają na swojej stronie działacze „Solidarnych w działaniu”. Spotkania w kępińskim „Gramofonie” są próbą odpowiedzi na postawione w ten niekonwencjonalny sposób pytanie. Kościół katolicki w Kępnie odegrał ogromną rolę zarówno w walce z germanizacją jak i z władzą totalitarną w latach 1945-1989 – zaznaczył już na wstępie Stanisław Kowalski.
Kościół katolicki w Kępnie w czasach zaborów
Poszczególni proboszczowie i księża swoją patriotyczną postawą dawali przykład, jak przeciwstawić się najpierw naporowi niemieckiemu, później sowieckiemu. Zgromadzeni w „Gramofonie” poznali działania kępińskiej parafii pw. Świętego Marcina na rzecz krzewienia polskości. W czasach zaborów kościół katolicki podejmował wiele działań zmierzających do rozbudzania narodowej dumy i świadomości przynależenia do narodu polskiego. Zachowania takie można było zaobserwować na wielu, często odmiennych, płaszczyznach. Na terenie Kępna działały wówczas polskie organizacje, do których między innymi należały: Bractwo Wstrzemięźliwości (założone przez proboszcza Józefa Webera) i Stowarzyszenie Pań Miłosierdzia Św. Wincentego a`Paulo (inicjatorem był proboszcz Józef Iwaszkiewicz). W 1870 roku do Bractwa należało 1577 katolików, podczas gdy parafia liczyła wówczas 2194 wiernych. Kępińscy księża podejmowali też działania w obronie języka polskiego. W 1874 roku proboszcz Józef Iwaszkiewicz został usunięty z kępińskiego progimnazjum za naukę religii w języku ojczystym, w 1878 roku ks. Walentego Śmigielskiego przetrzymywano w areszcie za opór wobec bezprawnych ustaw majowych. Z kolei ks. Jan Jurek (proboszcz parafii w latach 1888-1901) czynił starania o przywrócenie języka polskiego w nauczaniu religii, w tej sprawie wysłał nawet pismo do Rejencji w Poznaniu – podkreślał w swoim wystąpieniu Stanisław Kowalski. Duże zasługi na rzecz rozwoju parafii i polskości przypisać należy proboszczowi Ignacemu Nowackiemu, postaci wyjątkowej pod każdym względem. –Kiedy obejmował parafię władze kościelne postawiły przed nim trzy zadania: rozbudzenie ducha religijnego, budowę nowego kościoła i ratowanie mowy polskiej – wyjaśniał profesor Kowalski. Z tych zadań kępiński proboszcz wywiązał się całkowicie (1905-1907 r. - powstanie Domu Katolickiego, 1906 r. pobudowanie Groty Matki Boskiej, 15.10.1911 r. – konsekracja nowo wybudowanego kościoła, inicjator wielu stowarzyszeń działających między innymi na rzecz ratowania języka polskiego: Bractwo Świętego Stanisława Kostki, Związek Młodych Polek, Towarzystwo Robotników Katolickich, Towarzystwo Tomasza Zana, Towarzystwo Terminatorów). W 1906 roku - w czasie strajków szkolnych - kępiński proboszcz odczytał list ks. arcybiskupa Floriana Stablewskiego w sprawie nauki religii w języku niemieckim, do którego dodał własny komentarz, mówiąc że: „Prawdy katechetyczne należy dziatwie podawać w języku ojczystym – podkreślał wykładowca.
Kościół katolicki w Kępnie w czasach PRL-u – lata 1945-1989
Historia wykazuje, że kępnianie mają szczęście do proboszczów. Następną wielką postacią, z biografią której można się było zapoznać tego wieczoru, był ks. prałat Marian Magnuszewski. –Władza ludowa w początkowym okresie swoich rządów stwarzała pozory współdziałania z Kościołem katolickim, by przekonać społeczeństwo polskie, że stosuje politykę tolerancji i przestrzegania wobec obywateli prawa do wolności sumienia i wyznania – wprowadzał w drugą część swego wykładu Stanisław Kowalski. Wkrótce aktywność księży w życiu publicznym zaczęła władzy ludowej wyraźnie ciążyć. Podjęto wiele represyjnych kroków wymierzonych przeciwko kościołowi. W takich warunkach przyszło też prowadzić działalność duszpasterską w Kępnie ks. prałatowi Magnuszewskiemu. -4 grudnia 1949 roku w ramach struktur Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kępnie powstaje V Referat, który zajmował się jedynie inwigilacją duchowieństwa katolickiego – kontynuował wykładowca. W tym czasie wchodzi w życie wiele rozporządzeń, np. 9.04 1949 r. starosta kępiński wydaje zakaz wywieszania flagi narodowej w święto Bożego Ciała, 15.03. 1953 r. - przymusowy wyjazd ks. prałata Magnuszewskiego z Kępna, 25.08. 1953 r. przesłuchanie ks. proboszcza w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa i nakaz opuszczenia miasta. Mimo trudnych politycznie warunków 23.03.1947 r. sprowadzono do Kępna zwłoki księdza dziekana Ignacego Nowackiego, we wrześniu 1961 roku w naszym mieście odbyły się uroczystości związane z 50-leciem budowy kościoła parafialnego z udziałem metropolity poznańskiego ks. arcybiskupa. Antoniego Baraniaka, 9 września 1962 roku pielgrzymka na Pólko (udział około 5000 wiernych), 22 kwietnia 1966 roku Kępno nawiedziła kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W uroczystościach brały udział tłumy parafian. -W latach pięćdziesiątych XX wieku do organizacji katolickich działających w naszym mieście (np. Żywy Różaniec, Krucjata Eucharystyczna, chór kościelny, Koło Ministrantów, Parafialny Caritas) należało 3329 osób, co stanowiło około 1/3 parafian. Samo Kępno liczyło wówczas 8101 mieszkańców, z czego 8063 stanowili katolicy - podsumowywał ten okres Stanisław Kowalski. Ksiądz prałat Marian Magnuszewski ma piękny życiorys, który podczas środowego spotkania również został przypomniany. Mówiąc o historii kępińskiej parafii pw. świętego Marcina, nie sposób nie wspomnieć o ks. prałacie Zbigniewie Rapiorze, czyli o latach 1983-1992. Ten okres pamiętali już prawie wszyscy zebrani w PUB-ie „Gramofon”. Czas ten wywołał ożywioną dyskusję. Wspominano: Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej (pierwszy 12-18 listopada 1984 r.), obchody 300-lecia powstania parafii w Kępnie, na które przybył metropolita poznański ks. arcybiskup Jerzy Stroba, 75-lecie istnienia i konsekracji świątyni kępińskiej, stan wojenny i rolę, jaką odegrali w nim kępińscy kapłani. W spotkaniu udział wziął ks. kanonik Krzysztof Nawrocki, który dzielił się wspomnieniami ze swojej posługi kapłańskiej nie tylko w kępińskiej parafii.
-Cieszę się z udziału pana profesora w naszych lekcjach historii – mówiła na zakończenie spotkania Jolanta Jędrecka, prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Solidarni w działaniu”. Pan Stanisław Kowalski wygłosił już u nas wcześniej wykłady na tematy: „Społeczeństwo kępińskie w walce z pruskim zaborcą”, „Życie polityczne w Kępnie w latach 1920-1939”. Dzisiaj jego wystąpienie prawie kończy nasze spotkania realizowane pod hasłem „Historia po lekcjach”. Mówię prawie kończy, bo przed nami ostatni wykład dr M. Rezlera z Poznania, na który zapraszamy 8 maja br. Mam nadzieję, że zgromadzi on entuzjastów dziejów naszego rejonu. Tym razem będziemy próbowali zgłębić problem „Fryderyk Chopin Wielkopolaninem?” Odpowiedź możemy uzyskać, uczestnicząc w majowym wykładzie dr Rezlera.
Scenerię spotkania tworzyły zdjęcia i fotografie obrazujące dzieje parafii pw. św. Marcina. W ten sposób zebrani mogli przypomnieć sobie część wystawy przygotowanej na obchody jubileuszu 100-lecia istnienia najstarszego w Kępnie kościoła katolickiego. Wykład nie tylko chronił fakty historyczne przed zapomnieniem, ale przede wszystkim stworzył okazję do wspomnień i refleksji, z którymi chętnie tego popołudnia dzielono się między sobą. Jeszcze raz okazało się, że wypowiedź „Historia jest nauczycielką życia” ma swoje głębokie uzasadnienie.
Grażyna Gatner
| Prelegent Stanisław Kowalski |
| Fragmenty wystawy fotograficznej przygotowanej na uroczystość 100 lecia Kościoła pw.Św.Marcina w Kępnie w 2001r. |
wtorek, 12 marca 2013
Spotkanie z ks.Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim za nami
W ubiegły piątek 8 marca w godzinach popołudniowych gościliśmy w Kępnie szczególnego Gościa – ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego. Ten znany ksiądz – społecznik, poeta, opozycjonista, a także znawca historii Kresów Wschodnich przybył do naszego miasta na zaproszenie Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Solidarni w działaniu”.
Na spotkanie w Domu Katolickim przybyło około 80 osób, które chciały posłuchać prelekcji ks. Tadeusza na temat przemilczanych faktów związanych z ludobójstwem Polaków zamieszkujących Kresy Wschodnie podczas II wojny światowej.
Spotkanie rozpoczęło się gromkim przywitaniem Gościa. Następnie ksiądz Tadeusz opowiedział o sobie i swojej codziennej pracy duszpasterskiej w Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach koło Krakowa. Podczas prelekcji ks. Isakowicz-Zaleski prezentował zdjęcia będące podsumowaniem Jego badań nad rozwojem współczesnego ukraińskiego nacjonalizmu i kultu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Prezentacja ta była wstępem do tematu spotkania i próby odpowiedzi na pytanie: dlaczego temat ludobójstwa na Kresach Wschodnich jest w dalszym ciągu w Polsce przemilczany?
Ks. Tadeusz podkreślał wielokrotnie, że zbrodnie i kult UPA dotyczą tylko części Ukrainy. „Ludobójstwa dokonano w Galicji Wschodniej i na Wołyniu. Za rzeką Zbrucz go nie było, więc i kultu tam nie ma” – mówił nasz Gość.
Spotkanie rozpoczęło się gromkim przywitaniem Gościa. Następnie ksiądz Tadeusz opowiedział o sobie i swojej codziennej pracy duszpasterskiej w Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach koło Krakowa. Podczas prelekcji ks. Isakowicz-Zaleski prezentował zdjęcia będące podsumowaniem Jego badań nad rozwojem współczesnego ukraińskiego nacjonalizmu i kultu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Prezentacja ta była wstępem do tematu spotkania i próby odpowiedzi na pytanie: dlaczego temat ludobójstwa na Kresach Wschodnich jest w dalszym ciągu w Polsce przemilczany?
Ks. Tadeusz podkreślał wielokrotnie, że zbrodnie i kult UPA dotyczą tylko części Ukrainy. „Ludobójstwa dokonano w Galicji Wschodniej i na Wołyniu. Za rzeką Zbrucz go nie było, więc i kultu tam nie ma” – mówił nasz Gość.
Dramatem ofiar ukraińskich nacjonalistów jest jednak to, że „elity III RP nie mają odwagi mówić o tej zbrodni”. Jak wyliczyli historycy, na samym Wołyniu zostało zamordowanych 60 tys. Polaków, zaś ok. 100 tys. poza Wołyniem. Najwięcej mordów dokonano latem 1943. Często miały one miejsce w niedziele. Ukraińcy wykorzystywali fakt, że ludność polska gromadziła się podczas mszy w kościołach, więc kościoły były otaczane, a wierni przed śmiercią niejednokrotnie torturowani w okrutny sposób. Ks. Isakowicz zwrócił uwagę na to, że w tym roku przypada 70 rocznica tzw. krwawej niedzieli. O świcie 11 lipca 1943r. oddziały UPA dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości. Po otoczeniu wsi, by uniemożliwić mieszkańcom ucieczkę, doszło do rzezi i zniszczeń. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi zbrodni. Polskie wsie po wymordowaniu ludności były palone, by uniemożliwić ponowne osiedlenie. Była to akcja dobrze przygotowana i zaplanowana.
Następnie Gość odwołał się do swoich osobistych wspomnień opowiadając, jak to wioskę Jego ojca, Korościatyń, wymordowali członkowie UPA - ponad 150 osób zostało zabitych siekierami, a najmłodsza ofiara zaledwie miesiąc. Ojciec księdza wspominał w swoim pamiętniku, że tamtych ludzi zamordowano dwa razy - raz siekierami, drugi raz, gdy ich cierpienie przemilczano...
Jak podkreślał ks. Isakowicz polskie instytucje państwowe samodzielnie nie zrobiły nic, aby wesprzeć sprawę upamiętniania rzezi wołyńskiej. Wszystkie inicjatywy ( stawianie krzyży, pamiątkowych obelisków, pomników) w praktyce przeprowadziły osoby prywatne.
Jak podkreślał ks. Isakowicz polskie instytucje państwowe samodzielnie nie zrobiły nic, aby wesprzeć sprawę upamiętniania rzezi wołyńskiej. Wszystkie inicjatywy ( stawianie krzyży, pamiątkowych obelisków, pomników) w praktyce przeprowadziły osoby prywatne.
Podczas spotkania padały także pytania „z sali”. Odpowiadając na nie nasz Gość mocno podkreślał, że nie można dobrych relacji z Ukrainą budować w oparciu o kłamstwo, a ofiarom mordów na Kresach Wschodnich należy się przede wszystkim prawda i pamięć.
„Dobrze się stało, że taki gość odwiedził nasze prowincjonalne miasto. Jestem pod wrażeniem postawy ks.Isakowicza, który podjął się misji walki o prawdę - szczególnie w czasach ogłupiania nas przez media…” - mówił jeden z uczestników spotkania, oczekujący w kolejce po autograf ks. Tadeusza – autora wielu książek o tematyce historyczno-patriotycznej. Dochód ze sprzedaży książek zasilił konto Fundacji im. Brata Alberta.
Ps. Dziękujemy ks. Proboszczowi Jerzemu Palpuchowskiemu za udostępnienie Sali w Domu Katolickim.
Jolanta Jędrecka
Prezes „Solidarnych w działaniu”
Ps. Dziękujemy ks. Proboszczowi Jerzemu Palpuchowskiemu za udostępnienie Sali w Domu Katolickim.
Jolanta Jędrecka
Prezes „Solidarnych w działaniu”
| "Przemilczany temat ludobójstwa na Kresach Wschodnich" |
| Podczas spotkania padło wiele pytań... |
| Organizatorzy w towarzystwie ks. Isakowicza-Zaleskiego |
niedziela, 3 marca 2013
To już DWUNASTY wykład z historii!
Czy Piłsudski rzeczywiście nie lubił Wielkopolski?
Odpowiedzi na to pytanie będziemy poszukiwać wspólnie
z dr Markiem REZLEREM z Poznania w najbliższą środę 6 marca, podczas kolejnego - dwunastego już wykładu z cyklu Historia po lekcjach
ZAPRASZAMY do KLUBU GRAMOFON! GODZ. 17.30
GOŚĆ SPECJALNY w KĘPNIE
Z przyjemnością informujemy, że nasze zaproszenie do odwiedzenia Kępna przyjął Ks.TADEUSZ ISAKOWICZ-ZALESKI.
Zapraszamy na spotkanie w PIĄTEK 8 MARCA, godz.18.00 w Domu Katolickim w Kępnie.
Zapraszamy na spotkanie w PIĄTEK 8 MARCA, godz.18.00 w Domu Katolickim w Kępnie.
czwartek, 14 lutego 2013
SPOTKANIE Z DARCZYŃCAMI
7 lutego 2013 r., czyli
w tzw. tłusty czwartek, w Klubie „Gramofon” w Kępnie zebrali się goście Moniki
Kik. Pojawili się tam na zaproszenie Stowarzyszenia „Solidarni w działaniu”
oraz Moniki i jej rodziców, w ten sposób organizatorzy spotkania chcieli podziękować
wszystkim darczyńcom za finansowe wsparcie publicznej zbiórki, która rozpoczęła
się 12 grudnia 2012 r. Efektem akcji przeprowadzonej przez Stowarzyszenie
Społeczno-Kulturalne „Solidarni w działaniu” było kupno dla Moniki elektrycznego
wózka inwalidzkiego. Zebrana kwota - 14 008,46 zł – stanowiła 2/3 wartości
wózka
Dobro,
które powróci podwójnie
U
Moniki, mieszkanki Kępna, w wieku pięciu lat stwierdzono rdzeniowy zanik
mięśni. Prognozy lekarskie od początku choroby nie były pomyślne. -Dopóki
siły mi na to pozwoliły i sprawność rąk była dosyć duża, to moje dni wyglądały
całkiem przeciętnie – mówi Monika w rozmowie z Dagmarą Michalak. Wkrótce jednak
okazało się, że z roku na rok sił było coraz mniej. Wtedy właśnie pojawiła się
myśl o zakupie wózka elektrycznego. Cena takiego sprzętu przekraczała jednak
możliwości finansowe rodziców Moniki. Dodatkowo przygnębiał fakt, że PFRON mógł
sfinansować jedynie 1/3 wymaganej kwoty.
-Monika
zadzwoniła do mnie w czwartek, 6 grudnia - mówi w
wywiadzie dla www.kympno.pl Jolanta Jędręcka, prezes „Solidarnych w
działaniu”. Na początku miałam kłębowisko różnych myśli: czy jest to możliwe, aby
w tak krótkim czasie zebrać całą sumę? Uznałam jednak, że musimy spróbować…
Sprawdziłam wszystko pod względem formalnym. W piątek, 7 grudnia, złożyłam w
Starostwie Powiatowym w Kępnie wniosek o przeprowadzenie zbiórki publicznej. Już
10 grudnia, w poniedziałek, otrzymałam pozwolenie. A potem rozpoczął się wyścig
z czasem. Fakt, że udało się zebrać tak dużą kwotę, to zasługa wszystkich,
którzy włączyli się w promocję zbiórki. Udało się to dzięki zaangażowaniu
różnych ludzi – nie tylko członków stowarzyszenia.
Spotkanie stało się okazją do licznych wspomnień, przede wszystkich związanych ze zbiórką potrzebnych pieniędzy. Dyskutowano przy kawce i pączkach, jako że zgromadzono się w kępińskim „Gramofonie” w tłusty czwartek. -Po pierwszym tygodniu zbiórki mieliśmy jedynie 700 zł – wracała pamięcią do grudnia 2012 roku Jolanta Jędrecka. – Później sytuacja poprawiła się z dnia na dzień. A tuż przed świętami Bożego Narodzenia stała się rzecz wręcz niemożliwa. Rozpoczął się systematyczny przyrost pieniędzy, który sprawił, że 31 grudnia 2012 r. zgodnie z terminem przelewaliśmy już pieniądze na konto wrocławskiego sklepu. Tam kupiony został potrzebny dla Moniki wózek. Odetchnęliśmy z ulgą, ale i z wielkim zadowoleniem. Na konto stowarzyszenia wpływały pieniądze z różnych stron, oprócz mieszkańców Kępna i okolic, na apel zareagowali np. darczyńcy z Anglii i Holandii, a nawet z Indii, w sumie pieniądze przekazały 54 osoby i instytucje. Minimalna kwota wpłacana jednorazowo wyniosła 10 zł, maksymalna ponad 2 000 zł. –Jestem przekonana – mówiła podczas spotkania Monika – że dobro, którego doświadczyłam wróci zwielokrotnione do darczyńców. Dzięki okazanej pomocy moje życie stanie się teraz o wiele łatwiejsze. Wiara w potęgę wspólnych działań przyniosła mi nie tylko poczucie szczęścia, ale również wielką siłę na każdy codzienny dzień. Za pośrednictwem „TK” chciałabym w moim i rodziców imieniu bardzo serdecznie podziękować członkom Stowarzyszenia „Solidarni w działaniu” za zaangażowanie i serce, którym mnie obdarzyli, rozpoczynając publiczną zbiórkę pieniędzy na mój wózek. Bez ich pomocy na pewno dzisiaj nie mogłabym cieszyć się z mojego porsche – podkreślała Monika.
Spotkanie stało się okazją do licznych wspomnień, przede wszystkich związanych ze zbiórką potrzebnych pieniędzy. Dyskutowano przy kawce i pączkach, jako że zgromadzono się w kępińskim „Gramofonie” w tłusty czwartek. -Po pierwszym tygodniu zbiórki mieliśmy jedynie 700 zł – wracała pamięcią do grudnia 2012 roku Jolanta Jędrecka. – Później sytuacja poprawiła się z dnia na dzień. A tuż przed świętami Bożego Narodzenia stała się rzecz wręcz niemożliwa. Rozpoczął się systematyczny przyrost pieniędzy, który sprawił, że 31 grudnia 2012 r. zgodnie z terminem przelewaliśmy już pieniądze na konto wrocławskiego sklepu. Tam kupiony został potrzebny dla Moniki wózek. Odetchnęliśmy z ulgą, ale i z wielkim zadowoleniem. Na konto stowarzyszenia wpływały pieniądze z różnych stron, oprócz mieszkańców Kępna i okolic, na apel zareagowali np. darczyńcy z Anglii i Holandii, a nawet z Indii, w sumie pieniądze przekazały 54 osoby i instytucje. Minimalna kwota wpłacana jednorazowo wyniosła 10 zł, maksymalna ponad 2 000 zł. –Jestem przekonana – mówiła podczas spotkania Monika – że dobro, którego doświadczyłam wróci zwielokrotnione do darczyńców. Dzięki okazanej pomocy moje życie stanie się teraz o wiele łatwiejsze. Wiara w potęgę wspólnych działań przyniosła mi nie tylko poczucie szczęścia, ale również wielką siłę na każdy codzienny dzień. Za pośrednictwem „TK” chciałabym w moim i rodziców imieniu bardzo serdecznie podziękować członkom Stowarzyszenia „Solidarni w działaniu” za zaangażowanie i serce, którym mnie obdarzyli, rozpoczynając publiczną zbiórkę pieniędzy na mój wózek. Bez ich pomocy na pewno dzisiaj nie mogłabym cieszyć się z mojego porsche – podkreślała Monika.
Spotkanie przebiegało w serdecznej i
przyjacielskiej atmosferze, którą dodatkowo uatrakcyjnił swoją grą Paweł Kozan z Mikorzyna. Tego wieczoru
Monika otrzymała certyfikat, który zaświadczał, że właśnie została
licencjonowanym kierowcą elektrycznego porsche. W dokumencie darczyńcy napisali:
-Życzymy
Ci Monika wiecznie szerokiej drogi, niskich krawężników, gumowych przeszkód
oraz zawsze pełnego akumulatora. W dalszej części certyfikatu humorystycznie
przestrzegali: Omijaj wszelkie przeszkody, no i zawsze powoli się spiesz. Miłą
niespodzianką dla Moniki, jej rodziców i zgromadzonych okazał się występ
gitarzysty Przemysława Kolarskiego z
Bralina. Po muzycznych atrakcjach pytano Monikę o plany na przyszłość. –Odbędę
samodzielną wycieczkę po Kępnie - mówiła. Mam nadzieję, że znajdę jakieś
zajęcie, wielu ludzi oferuje mi pomoc, w którą wierzę. Na razie cieszę się z
odzyskanej samodzielności, przemieszczam się w naszym mieszkaniu z jednego
pomieszczenia do drugiego i cieszę z mojego porsche.
-Najlepsze
co można ofiarować dzisiejszemu człowiekowi to czas – podkreśla
współczesny filozof. Podjęta przez „Solidarnych w działaniu” akcja trwała
niecałe trzy tygodnie i mimo tak krótkiego czasu zakończyła się sukcesem. W tym
miejscu chciałoby się zaczarować rzeczywistość i sprawić, aby wszystkie
działania podjęte z myślą o drugim człowieku znajdowały taki właśnie finał, i
to nie tylko w Kępnie.
Grażyna Gatner
wtorek, 12 lutego 2013
WYWIAD z ...
W ubiegłym tygodniu Dagmara Michalak ( Administrator strony www.kympno.pl ) przeprowadziła wywiad z Moniką Kik i prezesem Solidarnych Jolantą Jędrecką. Rozmowę prezentujemy poniżej. Dziękujemy jednocześnie portalowi kympno.pl za udostępnienie materiału.
„Dobre serca przyciągają inne dobre serca”
11 grudnia 2012 roku Stowarzyszenie Społeczno – Kulturalne „Solidarni w
działaniu” rozpoczęło zbiórkę pieniędzy na nowoczesny wózek inwalidzki dla
niepełnosprawnej mieszkanki Kępna - Moniki Kik. Akcja zakończyła się sukcesem.
O zmaganiach z nieuleczalną chorobą, pomyśle zbiórki funduszy i jego realizacji
rozmawiam z Moniką Kik oraz prezesem stowarzyszenia Jolantą Jędrecką.
Gratuluję Pani prezes oraz Tobie Moniko osiągnięcia celu poprzez skuteczną akcję zbiórki pieniędzy.
Moniko, jak do tej pory radziłaś sobie w codziennym życiu poruszając się na starym wózku? Jak wyglądał Twój przeciętny dzień?
Monika Kik: Dopóki siły mi na to pozwoliły i sprawność rąk była dosyć duża, to moje dni wyglądały całkiem przeciętnie. Natomiast od jakiś dwóch lat niestety siły spadły i trzeba było przy każdej czynności, przy przesunięciu się nawet o kawałek wołać mamę albo tatę. Powiedzmy sobie prawdę - to jest mały komfort psychiczny oraz małe poczucie własnego bezpieczeństwa. Każde wyjście rodziców, np. do sklepu wiązało się z tym, że ja musiałam mieć kompletnie wszystko podane. Miałam zawsze przy sobie jedzenie, telefony, ponieważ ja się nie mogłam w ogóle przemieścić. To budziło we mnie lęk, strach, przerażenie… Także nie tylko jestem zależna od drugiej osoby ale tak naprawdę ja bez tej drugiej osoby nie istnieję. Nie ma mojego życia czy jakichkolwiek moich działań. Więc straciłam trochę na stabilności psychicznej. Przez ostatni rok bałam się zostać sama w domu. To było kompletnie nie możliwe, żeby rodzice mogli wyjść. Ktoś musiał ze mną zawsze zostać. Po prostu nie czułam się sama bezpieczna. Wiedziałam, że nie zrobię nic koło siebie i gdyby się coś działo to sobie po prostu nie poradzę. Zaczęłam wtedy myśleć o zakupie wózka elektrycznego. Ta potrzeba była wręcz przypierająca do muru. Zdawałam sobie świetnie sprawę z tego, że taki wózek jest ciężki, wręcz bardzo ciężki. Rodzice też nie są coraz młodsi więc myślałam, że to będzie kolejny kłopot: będę ja i do tego ciężki wózek. Dlatego trzeba było ten problem jakoś rozwiązać. Znaleźliśmy wózek, który jest gabarytowo o wiele mniejszy i o wiele lżejszy ale strasznie kosztowny. Wiedziałam, że PFRON dotuje zakup takiego sprzętu ale okazało się że tylko w jednej trzeciej kwoty. Zatem brakowało jeszcze dwóch trzecich. Wtedy pojawił się duży problem.
Chorujesz od urodzenia, czy choroba dopiero później się pojawiła?
Monika K.: Rdzeniowy zanik mięśni jest chorobą od urodzenia, ale u mnie stwierdzono ją gdy miałam 5 lat w Warszawie. Wtedy zapadła ostateczna decyzja pani profesor. Prognozowała mi życie do dwudziestego piątego roku życia, bo potem to może być różnie… mam nie liczyć na to, że znajdę jakiekolwiek leki… – tak mówiła. Więc prognozy były bardzo negatywne. Jak się okazało dwadzieścia pięć lat już mam i mam nadzieję że jeszcze kolejne dwadzieścia pięć lat będę żyć. W tej chorobie ważne jest moje podejście do życia, nastawienie psychiczne, opieka i rehabilitacja. To wszystko wpływa bardzo na przebieg tej choroby i wydłuża kolejne lata.
Jak odbywa się Twoja rehabilitacja?
Monika K.: Od kilku lat przychodzi do mnie rehabilitantka prywatnie trzy razy w tygodniu. Daje mi porządny wycisk ale myślę, że są efekty. Dużo lepiej się czuję, lepiej oddycham. W tej chorobie najbardziej trzeba dbać o układ oddechowy, żeby się nie pogarszał, bo grozi to mało przyjemnymi konsekwencjami.
Otrzymałaś już nowy wózek. Jaką widzisz różnicę w poruszaniu się.
Monika K.: Przede wszystkim widzę różnicę w mojej samodzielności. To znaczy: naciskam guzik, opieram rękę o joystick i się przemieszczam. Ja to robię sama! Nie musze nikogo wołać, prosić, ja to po prostu zrobię. Wózek mam ok. tydzień. Rodzice wychodzą a ja sobie myślę: po co mam siedzieć w tym jednym pokoju? Przejadę do drugiego pokoju, a potem jeszcze dalej. Wreszcie mam poczucie samodzielności! Mam też komfort pod względem siedzenia: dostosowania oparcia i siedziska pod potrzeby mojej choroby. Jestem pełna radości, że mogę teraz funkcjonować prawie jak każdy normalny człowiek.
Moniko, ciekawi mnie w jaki sposób zaczęły się starania o ten wózek elektryczny?
Monika K.: Najpierw znalazłam Stowarzyszenie „Po Prostu Pomagam”, które działa pod patronatem telewizji i radia „Sud”. Zwróciłam się do niego z prośbą o pomoc. Przyjechali do mnie zrobić wywiad, udali się też do PFRON-u aby zorientować się we wszystkich formalnościach oraz w wymogach finansowych. Stowarzyszenie zadeklarowało mi swoją pomoc. Kiedy już zostały załatwione formalności związane z dotacją z PFRON-u zadzwoniłam do tej organizacji. Wtedy dostałam informacje że stowarzyszenie „Po Prostu Pomagam” nie jest w stanie mi pomóc. I zostałam wtedy sama… Znalazłam się w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ w PFRON-ie zadeklarowałam się, że zdobędę pozostałą część pieniędzy na wózek, a tymczasem okazało się, że nie mam nic. Wtedy zaczęły się schody i gwałtowne poszukiwania innej organizacji, która byłaby mi w stanie pomóc.
Później poprzez dobre serducha dotarłam do Pani Joli. Ale wcześniej jeszcze nawiązałam kontakt ze stowarzyszeniem „Uśmiech.”
Tym, które zbierało pieniądze na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Kępnie?
Monika K.: Tak, dokładnie. Miała być współpraca z tą organizacją, ale niestety nie wyszło z niej za wiele. Powiedzmy sobie prawdę: poprzez dosyć mocne nieporozumienia i moim zdaniem niespecjalne potraktowanie z jakąkolwiek godnością mojej osoby, byłam zmuszona do tego, aby wycofać się z tej współpracy. Po prostu zostałam na lodzie.
Na całe szczęście dla mnie, wtedy dostałam namiary do Pani Joli. Gdy zadzwoniłam jej reakcja była taka: ja sprawdzę, dowiem się, jutro oddzwonię... Na te jutro czekałam jak na zbawienie. Kiedy Pani Jola zadzwoniła bardzo mi ulżyło. Jej słowa: Zobaczysz, damy radę! – to była naprawdę mega siła.
Ale to nie było takie proste, przecież pozostało bardzo mało czasu?
Monika K.: Tak, zdawałam sobie z tego sprawę, że pozostały nam tylko trzy tygodnie na to żeby cokolwiek zorganizować i załatwić. Z mojej strony wielki ukłon dla całego Stowarzyszenia, a w szczególności dziękuję Pani Joli za prężne działania. Pani prezes zaangażowała się w zbiórkę całym swoim sercem i z wielkim zapałem. Udało jej się nagłośnić tą akcję i co najważniejsze znaleźć darczyńców. Ostatnio pomyślałam sobie, że dobre serca przyciągają inne dobre serca i to jest prawda. Pojawienie się Pani Joli zapoczątkowało pojawieniem się kolejnych dobrych serc.
Właśnie to jest niesamowite, że Stowarzyszenie, które działa dopiero od maja 2012 roku nazbierało kwotę 14000 zł w ciągu trzech tygodni. Pani Jolu: jak przebiegała ta akcja?
Jolanta Jędrecka: Monika zadzwoniła do mnie w czwartek 6 grudnia. Wtedy ją poznałam. Wcześniej znałam trochę jej rodziców. Na początku miałam kłębowisko różnych myśli: czy jest to możliwe, aby w tak krótkim czasie zebrać całą sumę? Uznałam jednak, że musimy spróbować… Sprawdziłam wszystko pod względem formalnym. W piątek 7 grudnia złożyłam w Starostwie Powiatowym wniosek o przeprowadzenie zbiórki publicznej .Już 10 grudnia, w poniedziałek otrzymałam pozwolenie. A potem rozpoczął się wyścig z czasem. Fakt, że udało się zebrać tak dużą kwotę, to zasługa wszystkich, którzy włączyli się w promocję zbiórki. Udało się to dzięki zaangażowaniu różnych ludzi – nie tylko członków stowarzyszenia.
Były jeszcze jakieś inne formy promocji poza „pocztą pantoflową”?
Jolanta J.: Oczywiście. Prowadziliśmy akcję na Facebooku i na innych stronach internetowych, również na Kympno.pl. Informację o zbiórce opublikowało radio „Sud” oraz „Tygodnik Kępiński”. Poza tym poprzez smsy, telefony i pukanie do drzwi naszych znajomych propagowaliśmy zbiórkę. Dodam, że zbiórka odbywała się tylko na konto Stowarzyszenia. Cały czas miałam wgląd na konto i dzięki temu mogłam na bieżąco oceniać efekty naszej akcji. Na początku, po pierwszym tygodniu zbierania pieniędzy mieliśmy ok. 700zł. W drugim tygodniu sytuacja się nieznacznie polepszyła. Natomiast w okolicy Świąt i Nowego Roku stało się coś niesamowitego! Przyrastało tych pieniędzy tak , jakby ktoś zainstalował tam maszynkę do ich produkcji (śmiech…). Jeszcze w piątek przed sylwestrem mieliśmy małe wątpliwości, czy akcja się powiedzie - ale już 31 grudnia rano przelaliśmy pieniądze na konto sklepu z Wrocławia, skąd pochodzi ten wózek. Odetchnęliśmy z ulgą, ale i z wielkim zadowoleniem.
Czyli na ostatnią chwilę udało się nazbierać tą sumę?
Jolanta J.: Tak, to był ostatni dzień na dofinansowanie z PFRON-u i na wykazanie na koncie brakującej do zakupu kwoty (14 000zł). Teraz, po czasie mogę się do tego przyznać, że na początku wszyscy lekko wątpiliśmy w to, że nam się uda… Przecież mieliśmy tak mało czasu… A jednak odnieśliśmy sukces! Wierzę w ludzi i bardzo się cieszę, że są wśród nas tacy, którzy mimo trudnych czasów, chcą się podzielić z drugą osobą.
A jakie kwoty stanowiły główny udział, decydujący o powodzeniu zbiórki?
Jolanta J.: Na konto stowarzyszenia pieniądze wpłaciły 54 osoby. Minimalna kwota wpłat to 10 zł, a maksymalna - ponad 2 000 zł jednorazowo. Zebraliśmy dokładnie 14 008,46 zł. Kwota ta stanowi wartość 2/3 ceny wózka. Pozostałe 7 tys. dofinansował PFRON.
Pani Jolanto, można powiedzieć, że to jest pierwszy sukces charytatywny Stowarzyszenia.
Jolanta J.: Tak, to jest niesamowite dla mnie! Chyba los nas wybrał
Trafiłyśmy z Moniką na
siebie przez wspólnych znajomych, ale zupełnie przypadkiem. Uznałam, że jeżeli
ktoś się zgłasza do mnie z taką sprawą, to jest to bardzo ważna sprawa –
dlatego podeszłam do tego z maksymalnym zaangażowaniem. Sukces to zasługa wielu
różnych ludzi. I to jest piękne, że znalazły się osoby wielkiego serca, chętne
do niesienia pomocy innym. Za to Im dzisiaj serdecznie dziękuję!
A jakie są dalsze plany stowarzyszenia „Solidarni w działaniu”?
Jolanta J.: Nasze Stowarzyszenie na etapie tworzenia statutu wpisało w swoich celach m.in. pomoc dla osób niepełnosprawnych i innych potrzebujących różnorakiego wsparcia. Dzięki temu zapisowi mogliśmy pomóc Monice. Nasza organizacja nosi nazwę Stowarzyszenie Społeczno – Kulturalne „Solidarni w działaniu”. Zajmujemy się sprawami społecznymi, m.in. od września prowadzimy dla zainteresowanych wykłady z historii regionalnej. Otwieramy także miasto na różne osoby, poglądy i zainteresowania. Zorganizowaliśmy m.in. spotkanie z dziennikarką Ewą Stankiewicz, gościliśmy posłów: Kurskiego, Derę, Cymańskiego. Wśród naszych gości był także lekarz - wolontariusz, który pracuje wśród potrzebujących w Kenii. Zamierzamy dalej się rozwijać, realizując nasze cele statutowe. Jesteśmy Stowarzyszeniem otwartym na różnych ludzi. Zapraszamy do nas. Więcej o Stowarzyszeniu można dowiedzieć się z naszej strony internetowej – http://www.solidarniwdzialaniu.pl
W najbliższy czwartek odbędzie się spotkanie w Klubie Gramofon. Jaki będzie miało charakter?
Jolanta J.: Miło będzie nam właśnie w czwartek spotkać się z darczyńcami, dzięki którym Monika ma ten nowoczesny wózek. Myślę, że to spotkanie będzie ważne przede wszystkim dla Moniki, która będzie mogła osobiście wszystkim podziękować i zaprezentować działanie wózka. Mam nadzieję, że ofiarodawcy przybędą na spotkanie. Będą mieli możliwość przede wszystkim poznać Monikę, która jest naprawdę szczególną osobą. Spotkanie będzie miało charakter przede wszystkim towarzyski. Przy okazji „tłustego czwartku” nie zabraknie pączków, oraz muzyki.
A ty Moniko jakie masz plany na przyszłość w związku z nowym wózkiem?
Monika K.: Przede wszystkim planuję wyjść do społeczeństwa, do ludzi. Dla mnie bardzo istotne jest to, żeby nie zamykać się w czterech ścianach. Każdy człowiek ma jakąś swoją misję i zadanie, więc powinien je wypełniać pośród ludzi. Na pewno nowy sprzęt bardzo mi to ułatwi. To będzie przyjemne dla mnie tak naprawdę pierwszy raz poczuć się osobą dorosłą. Osobą dojrzałą na to, żeby wyjść samemu i pozwiedzać swoje miasto w pojedynkę. Mając dwadzieścia pięć lat myślę o tym żeby trochę się usamodzielnić i stać się osobą odpowiedzialną za swoje czyny i działającą w pojedynkę. Dla mnie jest bardzo istotny fakt że mogę coś zrobić sama. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z tego, że można nie być samodzielnym, jest to u zdrowych osób zwyczajne. Natomiast u mnie nigdy tak nie było, więc dla mnie jest wszystko takie ekscytujące, nadające poweru i energii. Poza tym chciałabym się bardziej zaangażować w proces samorealizacji siebie.
Myślisz o jakimś hobby?
Monika K.: Też ale również myślę o jakiś poważniejszych krokach. Być może o pracy. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby mieć własne cele i je konsekwentnie realizować. Chciałabym podeprzeć się takimi ludźmi jak Pani Jola, która teraz obok mnie siedzi. Ludźmi, którzy mnie będą podbudowywać i mówić: dasz radę, zobaczysz, poradzisz sobie. Właśnie w tej chwili pozwolę sobie wszystkim bardzo podziękować za każdy gest serca, wsparcie, za wszelkie działania. Dla mnie to było nie tylko zrealizowanie mojego największego marzenia czyli mojego porsche (jak mówię na wózek) ale też poczucie że ludzie reagują, że widzą, innych pod kontem niesienia im pomocy. To mi również dodało bardzo dużo energii i bardzo dużo siły na co dzień. Widzę, że w tym społeczeństwie jestem akceptowana, że jest jakieś grono ludzi, którzy stoi za mną i mogę na nie liczyć. Jest to dla mnie fantastyczne uczucie.
Ja ze swojej strony życzę Tobie Moniko jak najwięcej sukcesów w codziennym życiu, oraz powodzenia w samorealizacji, a Pani Jolancie wiele satysfakcji z działalności społeczno – kulturalnej. Dziękuję bardzo za rozmowę.
Rozmawiała Dagmara Michalak
Gratuluję Pani prezes oraz Tobie Moniko osiągnięcia celu poprzez skuteczną akcję zbiórki pieniędzy.
Moniko, jak do tej pory radziłaś sobie w codziennym życiu poruszając się na starym wózku? Jak wyglądał Twój przeciętny dzień?
Monika Kik: Dopóki siły mi na to pozwoliły i sprawność rąk była dosyć duża, to moje dni wyglądały całkiem przeciętnie. Natomiast od jakiś dwóch lat niestety siły spadły i trzeba było przy każdej czynności, przy przesunięciu się nawet o kawałek wołać mamę albo tatę. Powiedzmy sobie prawdę - to jest mały komfort psychiczny oraz małe poczucie własnego bezpieczeństwa. Każde wyjście rodziców, np. do sklepu wiązało się z tym, że ja musiałam mieć kompletnie wszystko podane. Miałam zawsze przy sobie jedzenie, telefony, ponieważ ja się nie mogłam w ogóle przemieścić. To budziło we mnie lęk, strach, przerażenie… Także nie tylko jestem zależna od drugiej osoby ale tak naprawdę ja bez tej drugiej osoby nie istnieję. Nie ma mojego życia czy jakichkolwiek moich działań. Więc straciłam trochę na stabilności psychicznej. Przez ostatni rok bałam się zostać sama w domu. To było kompletnie nie możliwe, żeby rodzice mogli wyjść. Ktoś musiał ze mną zawsze zostać. Po prostu nie czułam się sama bezpieczna. Wiedziałam, że nie zrobię nic koło siebie i gdyby się coś działo to sobie po prostu nie poradzę. Zaczęłam wtedy myśleć o zakupie wózka elektrycznego. Ta potrzeba była wręcz przypierająca do muru. Zdawałam sobie świetnie sprawę z tego, że taki wózek jest ciężki, wręcz bardzo ciężki. Rodzice też nie są coraz młodsi więc myślałam, że to będzie kolejny kłopot: będę ja i do tego ciężki wózek. Dlatego trzeba było ten problem jakoś rozwiązać. Znaleźliśmy wózek, który jest gabarytowo o wiele mniejszy i o wiele lżejszy ale strasznie kosztowny. Wiedziałam, że PFRON dotuje zakup takiego sprzętu ale okazało się że tylko w jednej trzeciej kwoty. Zatem brakowało jeszcze dwóch trzecich. Wtedy pojawił się duży problem.
Chorujesz od urodzenia, czy choroba dopiero później się pojawiła?
Monika K.: Rdzeniowy zanik mięśni jest chorobą od urodzenia, ale u mnie stwierdzono ją gdy miałam 5 lat w Warszawie. Wtedy zapadła ostateczna decyzja pani profesor. Prognozowała mi życie do dwudziestego piątego roku życia, bo potem to może być różnie… mam nie liczyć na to, że znajdę jakiekolwiek leki… – tak mówiła. Więc prognozy były bardzo negatywne. Jak się okazało dwadzieścia pięć lat już mam i mam nadzieję że jeszcze kolejne dwadzieścia pięć lat będę żyć. W tej chorobie ważne jest moje podejście do życia, nastawienie psychiczne, opieka i rehabilitacja. To wszystko wpływa bardzo na przebieg tej choroby i wydłuża kolejne lata.
Jak odbywa się Twoja rehabilitacja?
Monika K.: Od kilku lat przychodzi do mnie rehabilitantka prywatnie trzy razy w tygodniu. Daje mi porządny wycisk ale myślę, że są efekty. Dużo lepiej się czuję, lepiej oddycham. W tej chorobie najbardziej trzeba dbać o układ oddechowy, żeby się nie pogarszał, bo grozi to mało przyjemnymi konsekwencjami.
Otrzymałaś już nowy wózek. Jaką widzisz różnicę w poruszaniu się.
Monika K.: Przede wszystkim widzę różnicę w mojej samodzielności. To znaczy: naciskam guzik, opieram rękę o joystick i się przemieszczam. Ja to robię sama! Nie musze nikogo wołać, prosić, ja to po prostu zrobię. Wózek mam ok. tydzień. Rodzice wychodzą a ja sobie myślę: po co mam siedzieć w tym jednym pokoju? Przejadę do drugiego pokoju, a potem jeszcze dalej. Wreszcie mam poczucie samodzielności! Mam też komfort pod względem siedzenia: dostosowania oparcia i siedziska pod potrzeby mojej choroby. Jestem pełna radości, że mogę teraz funkcjonować prawie jak każdy normalny człowiek.
Moniko, ciekawi mnie w jaki sposób zaczęły się starania o ten wózek elektryczny?
Monika K.: Najpierw znalazłam Stowarzyszenie „Po Prostu Pomagam”, które działa pod patronatem telewizji i radia „Sud”. Zwróciłam się do niego z prośbą o pomoc. Przyjechali do mnie zrobić wywiad, udali się też do PFRON-u aby zorientować się we wszystkich formalnościach oraz w wymogach finansowych. Stowarzyszenie zadeklarowało mi swoją pomoc. Kiedy już zostały załatwione formalności związane z dotacją z PFRON-u zadzwoniłam do tej organizacji. Wtedy dostałam informacje że stowarzyszenie „Po Prostu Pomagam” nie jest w stanie mi pomóc. I zostałam wtedy sama… Znalazłam się w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ w PFRON-ie zadeklarowałam się, że zdobędę pozostałą część pieniędzy na wózek, a tymczasem okazało się, że nie mam nic. Wtedy zaczęły się schody i gwałtowne poszukiwania innej organizacji, która byłaby mi w stanie pomóc.
Później poprzez dobre serducha dotarłam do Pani Joli. Ale wcześniej jeszcze nawiązałam kontakt ze stowarzyszeniem „Uśmiech.”
Tym, które zbierało pieniądze na Jarmarku Bożonarodzeniowym w Kępnie?
Monika K.: Tak, dokładnie. Miała być współpraca z tą organizacją, ale niestety nie wyszło z niej za wiele. Powiedzmy sobie prawdę: poprzez dosyć mocne nieporozumienia i moim zdaniem niespecjalne potraktowanie z jakąkolwiek godnością mojej osoby, byłam zmuszona do tego, aby wycofać się z tej współpracy. Po prostu zostałam na lodzie.
Na całe szczęście dla mnie, wtedy dostałam namiary do Pani Joli. Gdy zadzwoniłam jej reakcja była taka: ja sprawdzę, dowiem się, jutro oddzwonię... Na te jutro czekałam jak na zbawienie. Kiedy Pani Jola zadzwoniła bardzo mi ulżyło. Jej słowa: Zobaczysz, damy radę! – to była naprawdę mega siła.
Ale to nie było takie proste, przecież pozostało bardzo mało czasu?
Monika K.: Tak, zdawałam sobie z tego sprawę, że pozostały nam tylko trzy tygodnie na to żeby cokolwiek zorganizować i załatwić. Z mojej strony wielki ukłon dla całego Stowarzyszenia, a w szczególności dziękuję Pani Joli za prężne działania. Pani prezes zaangażowała się w zbiórkę całym swoim sercem i z wielkim zapałem. Udało jej się nagłośnić tą akcję i co najważniejsze znaleźć darczyńców. Ostatnio pomyślałam sobie, że dobre serca przyciągają inne dobre serca i to jest prawda. Pojawienie się Pani Joli zapoczątkowało pojawieniem się kolejnych dobrych serc.
Właśnie to jest niesamowite, że Stowarzyszenie, które działa dopiero od maja 2012 roku nazbierało kwotę 14000 zł w ciągu trzech tygodni. Pani Jolu: jak przebiegała ta akcja?
Jolanta Jędrecka: Monika zadzwoniła do mnie w czwartek 6 grudnia. Wtedy ją poznałam. Wcześniej znałam trochę jej rodziców. Na początku miałam kłębowisko różnych myśli: czy jest to możliwe, aby w tak krótkim czasie zebrać całą sumę? Uznałam jednak, że musimy spróbować… Sprawdziłam wszystko pod względem formalnym. W piątek 7 grudnia złożyłam w Starostwie Powiatowym wniosek o przeprowadzenie zbiórki publicznej .Już 10 grudnia, w poniedziałek otrzymałam pozwolenie. A potem rozpoczął się wyścig z czasem. Fakt, że udało się zebrać tak dużą kwotę, to zasługa wszystkich, którzy włączyli się w promocję zbiórki. Udało się to dzięki zaangażowaniu różnych ludzi – nie tylko członków stowarzyszenia.
Były jeszcze jakieś inne formy promocji poza „pocztą pantoflową”?
Jolanta J.: Oczywiście. Prowadziliśmy akcję na Facebooku i na innych stronach internetowych, również na Kympno.pl. Informację o zbiórce opublikowało radio „Sud” oraz „Tygodnik Kępiński”. Poza tym poprzez smsy, telefony i pukanie do drzwi naszych znajomych propagowaliśmy zbiórkę. Dodam, że zbiórka odbywała się tylko na konto Stowarzyszenia. Cały czas miałam wgląd na konto i dzięki temu mogłam na bieżąco oceniać efekty naszej akcji. Na początku, po pierwszym tygodniu zbierania pieniędzy mieliśmy ok. 700zł. W drugim tygodniu sytuacja się nieznacznie polepszyła. Natomiast w okolicy Świąt i Nowego Roku stało się coś niesamowitego! Przyrastało tych pieniędzy tak , jakby ktoś zainstalował tam maszynkę do ich produkcji (śmiech…). Jeszcze w piątek przed sylwestrem mieliśmy małe wątpliwości, czy akcja się powiedzie - ale już 31 grudnia rano przelaliśmy pieniądze na konto sklepu z Wrocławia, skąd pochodzi ten wózek. Odetchnęliśmy z ulgą, ale i z wielkim zadowoleniem.
Czyli na ostatnią chwilę udało się nazbierać tą sumę?
Jolanta J.: Tak, to był ostatni dzień na dofinansowanie z PFRON-u i na wykazanie na koncie brakującej do zakupu kwoty (14 000zł). Teraz, po czasie mogę się do tego przyznać, że na początku wszyscy lekko wątpiliśmy w to, że nam się uda… Przecież mieliśmy tak mało czasu… A jednak odnieśliśmy sukces! Wierzę w ludzi i bardzo się cieszę, że są wśród nas tacy, którzy mimo trudnych czasów, chcą się podzielić z drugą osobą.
A jakie kwoty stanowiły główny udział, decydujący o powodzeniu zbiórki?
Jolanta J.: Na konto stowarzyszenia pieniądze wpłaciły 54 osoby. Minimalna kwota wpłat to 10 zł, a maksymalna - ponad 2 000 zł jednorazowo. Zebraliśmy dokładnie 14 008,46 zł. Kwota ta stanowi wartość 2/3 ceny wózka. Pozostałe 7 tys. dofinansował PFRON.
Pani Jolanto, można powiedzieć, że to jest pierwszy sukces charytatywny Stowarzyszenia.
Jolanta J.: Tak, to jest niesamowite dla mnie! Chyba los nas wybrał
A jakie są dalsze plany stowarzyszenia „Solidarni w działaniu”?
Jolanta J.: Nasze Stowarzyszenie na etapie tworzenia statutu wpisało w swoich celach m.in. pomoc dla osób niepełnosprawnych i innych potrzebujących różnorakiego wsparcia. Dzięki temu zapisowi mogliśmy pomóc Monice. Nasza organizacja nosi nazwę Stowarzyszenie Społeczno – Kulturalne „Solidarni w działaniu”. Zajmujemy się sprawami społecznymi, m.in. od września prowadzimy dla zainteresowanych wykłady z historii regionalnej. Otwieramy także miasto na różne osoby, poglądy i zainteresowania. Zorganizowaliśmy m.in. spotkanie z dziennikarką Ewą Stankiewicz, gościliśmy posłów: Kurskiego, Derę, Cymańskiego. Wśród naszych gości był także lekarz - wolontariusz, który pracuje wśród potrzebujących w Kenii. Zamierzamy dalej się rozwijać, realizując nasze cele statutowe. Jesteśmy Stowarzyszeniem otwartym na różnych ludzi. Zapraszamy do nas. Więcej o Stowarzyszeniu można dowiedzieć się z naszej strony internetowej – http://www.solidarniwdzialaniu.pl
W najbliższy czwartek odbędzie się spotkanie w Klubie Gramofon. Jaki będzie miało charakter?
Jolanta J.: Miło będzie nam właśnie w czwartek spotkać się z darczyńcami, dzięki którym Monika ma ten nowoczesny wózek. Myślę, że to spotkanie będzie ważne przede wszystkim dla Moniki, która będzie mogła osobiście wszystkim podziękować i zaprezentować działanie wózka. Mam nadzieję, że ofiarodawcy przybędą na spotkanie. Będą mieli możliwość przede wszystkim poznać Monikę, która jest naprawdę szczególną osobą. Spotkanie będzie miało charakter przede wszystkim towarzyski. Przy okazji „tłustego czwartku” nie zabraknie pączków, oraz muzyki.
A ty Moniko jakie masz plany na przyszłość w związku z nowym wózkiem?
Monika K.: Przede wszystkim planuję wyjść do społeczeństwa, do ludzi. Dla mnie bardzo istotne jest to, żeby nie zamykać się w czterech ścianach. Każdy człowiek ma jakąś swoją misję i zadanie, więc powinien je wypełniać pośród ludzi. Na pewno nowy sprzęt bardzo mi to ułatwi. To będzie przyjemne dla mnie tak naprawdę pierwszy raz poczuć się osobą dorosłą. Osobą dojrzałą na to, żeby wyjść samemu i pozwiedzać swoje miasto w pojedynkę. Mając dwadzieścia pięć lat myślę o tym żeby trochę się usamodzielnić i stać się osobą odpowiedzialną za swoje czyny i działającą w pojedynkę. Dla mnie jest bardzo istotny fakt że mogę coś zrobić sama. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z tego, że można nie być samodzielnym, jest to u zdrowych osób zwyczajne. Natomiast u mnie nigdy tak nie było, więc dla mnie jest wszystko takie ekscytujące, nadające poweru i energii. Poza tym chciałabym się bardziej zaangażować w proces samorealizacji siebie.
Myślisz o jakimś hobby?
Monika K.: Też ale również myślę o jakiś poważniejszych krokach. Być może o pracy. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby mieć własne cele i je konsekwentnie realizować. Chciałabym podeprzeć się takimi ludźmi jak Pani Jola, która teraz obok mnie siedzi. Ludźmi, którzy mnie będą podbudowywać i mówić: dasz radę, zobaczysz, poradzisz sobie. Właśnie w tej chwili pozwolę sobie wszystkim bardzo podziękować za każdy gest serca, wsparcie, za wszelkie działania. Dla mnie to było nie tylko zrealizowanie mojego największego marzenia czyli mojego porsche (jak mówię na wózek) ale też poczucie że ludzie reagują, że widzą, innych pod kontem niesienia im pomocy. To mi również dodało bardzo dużo energii i bardzo dużo siły na co dzień. Widzę, że w tym społeczeństwie jestem akceptowana, że jest jakieś grono ludzi, którzy stoi za mną i mogę na nie liczyć. Jest to dla mnie fantastyczne uczucie.
Ja ze swojej strony życzę Tobie Moniko jak najwięcej sukcesów w codziennym życiu, oraz powodzenia w samorealizacji, a Pani Jolancie wiele satysfakcji z działalności społeczno – kulturalnej. Dziękuję bardzo za rozmowę.
Rozmawiała Dagmara Michalak
![]() |
| Monika Kik i Jolanta Jędrecka |
Subskrybuj:
Posty (Atom)




